Fashion Wednesday: Flying ballerina

Ha! Wiosenny radosny podskok jest jak najbardziej uzasadniony! Wreszcie udało mi się pokonać strach przed igłą i... zwęzić moją szarą baletnicowo-księżniczkową tiulówkę :-) Jest co świętować, ponieważ zabierałam się do tego już jakieś trzy... czy cztery... lata (albo i pięć, ale do tego się nie przyznam!). Kupiłam ją na wyprzedażach jeszcze w czasach, w których na polowanie na promocje wybierałam się z wypiekami na twarzy godnymi nastolatki szykującej się na koncert młodocianego idola :-) Pod wpływem impulsu (oraz babeczki, która absolutnie chciała mi ją wyrwać, bo był to ostatni dostępny egzemplarz) kupiłam ją bez mierzenia, ani nawet spojrzenia na rozmiar. I okazała się być o ponad dziesięć centymetrów za szeroka w pasie...

Przyznaję, próbowałam ją nosić. Sęk w tym, że będąc zapinaną na zamek, spódnica ma na górze zupełnie nieelastyczny pas materiału, który bardzo odstawał, niezależnie od tego, czy próbowałam zakryć go koszulką czy upchnąć bluzkę do środka. Szczególnie malowniczo wyglądało to z profilu: jak kieszeń Mamy Kangurzycy lub, w najgorszej opcji, dodatkowy biust wyrastający gdzieś na linii talii. Radość z zakupu przerodziła się w rozpacz, bo tiulówka wyglądała jako-tako jedynie z grubym swetrem zakrywającym jej górę, więc nadawała się do noszenia wyłącznie w zimie. To była chyba klątwa wcześniej wspomnianej klientki, która bardzo chciała mi ją podebrać :-)

Co robi normalny człowiek w takim momencie? Zwęża, oddaje do zwężenia lub sprzedaje/oddaje/wymienia. Co zrobiłam ja? Tradycyjnie wcisnęłam spódnicę do kartonu "Do przerobienia, inaczej nie będę nosić" i o niej zapomniałam ;-) Owszem, od czasu do czasu wpadała mi w ręce, była oglądana, przymierzana i odkładana na miejsce. Ostatnio znów na nią trafiłam i postanowiłam działać. Bo jak to, nie dam sobie rady? Umiem - amatorsko, lecz skutecznie! - skrócić spodnie, uczę się je zwężać, koralikami też coś czasem wyszyję, więc i ze zrobieniem dwóch zakładek powinnam dać sobie radę.

Zabrałam się do roboty zmotywowana, pomierzyłam siebie, spódnicę, zrobiłam dwie zakładki, przypięłam je szpilkami i zaczęłam szyć. Potem jeszcze jeden mocno ukłuty palec i gotowe! Tiulówka zwężona, cudna, czekająca na założenie.

...to byłoby zbyt piękne, prawda?

Zwęziłam ją tak skutecznie, że nie byłam w stanie włożyć jej dalej niż nieco za kolana, w którym to miejscu się zablokowała. Na amen. Wiem, jestem łajzą, ale będę dalej zrzucać winę na klątwę ;-) Na szczęście po wybuchu nerwowego śmiechu i kilku przekleństwach udało mi się ją zdjąć i spróbować założyć ponownie, tym razem przez głowę. Tu przy odrobinie akrobacji nie ma już, na szczęście, problemu. I tak oto, po wielu przygodach, nareszcie mogę się cieszyć moją szarą tiulówką :D

Powiedzcie mi proszę, że ta moja przeróbkowa wpadka to tylko kwestia złej fazy księżyca :-) Co ostatnio źle przerobiłyście lub zepsułyście? 

Buziaki! 

Hello everyone! Today I have a good reason to jump up high with joy, since I finally got the courage to alter my ballerina skirt :-) Yep, it's really a reason to celebrate since I couldn't manage to do it for like the past three... okay, five years. I bought this skirt during clearance sales without even trying it on. And it turned to be more than ten centimeters too wide for my waist... I tried to wear it anyway. The problem it's a zippered skirt and  that has a completely inelastic waist band that was really too big, no matter if I wore it with a tee inside or outside of my skirt. The joy of finding my perfect tulle skirt turned into despair when I realised that it looked fine only with a thick sweater covering the top of it. 

The only thing that I could do was to narrow it by myself or to give it away. Since I was really scared to try to alter the skirt, I just threw it into my "To alter, otherwise I will not wear it" box... and I forgot about it. But recently I found it again and decided to do something about the waist band. I'm a complete amateur, but I've already managed to shorten my jeans few times so I thought I will just give it a try.

I was really motivated. I measured my waist, I measured the skirt and I narrowed it. I was really proud of myself, since I was hand sewing and it came out really nice and neat! 

But it would be too simple if it would work!

I narrowed it so effectively that I wasn't able to put it any further than above my knees, and then it got blocked at the level of my thighs. Fortunately, after some nervous giggle and few bad words, I managed to remove it. Then I tried to pass it by my head... and luckily it worked out well! Now I can enjoy my gray ballerina skirt, yay :-)

Tell me I'm not the only one to do this kind of silly things! ;-)

Hugs!

Aujourd'hui je saute de joie car j'ai enfin eu le courage de rétrécir ma jupe en tulle :-) Oui, c'est vraiment un événement à célébrer puisque je n'arrivais pas à le faire depuis trois... ok, cinq ans. J'ai acheté cette jupe pendant les soldes sans même l'essayer. Et elle s'est avérée être au moins dix centimètres trop large pour mon tour de taille... J'ai essayé de la porter quand même, mais c'est une jupe zippée et elle possède une ceinture pas du tout élastique. Peu importe si je la portais avec un tee shirt à l'intérieur ou à l'extérieur, la bande était visible et tout simplement moche. La joie d'avoir trouvé une jupe parfaite s'est transformée en désespoir quand j'ai réalisé que je pouvais la porter uniquement avec un pull bien épais recouvrant le dessus de la jupe.

La seule chose que je pouvais faire était de la rétrécir ou de la virer de ma garde-robe. Vu que j'avais très peur d'essayer de la modifier, elle a fini dans un carton avec les fringues "à modifier, sinon je ne les porterai pas". Et je l'ai oublié. Mais récemment, je l'ai retrouvé et j'ai décidé de faire quelque chose avec. Je suis un amateur complet en terme de couture, mais j'ai déjà réussi à raccourcir mes jeans quand même ! 

J'étais vraiment motivée à fond ! J'ai mesuré mon tour de taille, j'ai mesuré la jupe et je me suis mise au travail. J'étais vraiment fière de moi, car même sans une machine à coudre le résultat était agréable ! 

...mais tout n'a pas marché comme prévu.

J'ai rétréci si bien ma jupe, que je n'étais plus capable de la passer plus haut qu'au-dessus de mes genoux, puis la jupe s'est bloquée au niveau de mes cuisses. Heureusement, après un éclat de rire bien nerveux et quelques gros mots, j'ai réussi à l'enlever. Ensuite, j'ai essayé de la passer par la tête... et ça a marché ! Maintenant, je peux enfin profiter de ma jupe de princesse :-)

Dites-moi, je ne suis pas la seule à faire ce genre de bêtises, n'est ce pas ? ;-)

Bisous !

Photos: Olivier Daaram Jollant, edited by Modenfer

Underground creepers & scarf & jacket & necklace - gifts,  skirt - H&M,  tee - no name,  bag - LaHalleAuxVêtements,  badge - Totally Enormous Extinct Dinosaurs


Fashion Wednesday: Montmartretro

Kto z Was jest leniwy? Do tej wady trudno się przyznać, nawet przed samym sobą. Myślę jednak, że jeśli nasz wewnętrzny leń dotyczy jedynie spraw zupełnie błahych, to nie powinniśmy się nim przejmować :-) Gorzej, jeśli blokuje nas przy działaniach, które mogą mieć ważny wpływ na nasze życie.

Ja jestem nieuleczalnym przypadkiem lenia, jeśli w grę wchodzi prasowanie. Na co dzień nie jestem w stanie przemóc się, by wziąć do ręki żelazko. Może miała na to wpływ trauma po kilkukrotnym przysmażeniu uda przy prasowaniu. Może kilka straconych ubrań przez wypalenie w nich dziury. Nie wiem. Czasami moje prasowaniowe lenistwo przybiera bardzo nieekologiczną formę, ponieważ zdarza mi się wrzucić ponownie do pralki czysty ciuch, mając nadzieję, że po kolejnym praniu i lepszym rozwieszeniu wszystko "samo się wygładzi". Jeśli to nie następuje, ubranie ląduje przeważnie na stercie nienoszonych biedaków, ponieważ, paradoksalnie, bardzo nie lubię chodzić nieestetycznie wymiętolona. Niechęć do żelazka owocuje również tym, że rzadko widuje się mnie w moich ulubionych spodniach, którymi są... dzwony. Mam ich w swojej szafie więcej niż rurek i prostych nogawek razem wziętych. Niestety w przeciwieństwie do bardziej obcisłych modeli, nie da się ich założyć bez wcześniejszego wyprasowania...  

Ostatnio jednak miłość do dzwonów wzięła górę i, zaciskając zęby, postanowiłam doprowadzić moje jeansowe giganty do stanu używalności. Ponad czterdzieści centymetrów szerokości każdej nogawki. Wyczerpałam limit cierpliwości względem żelazka na dobrych kilka miesięcy, naprawdę. Ale było warto. Porwałam jeszcze do kompletu olivierowy kaszkiet, koszulę i skórzaną bransoletę, doprawiłam całość torbą z homarem i w zestawie retro chłopca pobiegłam wdrapywać się na strome schody Montmartre.

A jak tam u Was z lenistwem? Jakich zadań nie cierpicie wykonywać?

Buziaki!

I think that there's nothing bad in being lazy from time to time. Especially when it comes to being lazy about simple everyday things and not the ones that can be really important in life. Personally, I'm incredibly lazy when it comes to ironing clothes! I just hate it. Maybe because it already happened to me to burn myself with an iron or to melt my favourite tee because of too high temperature. I try not to iron anything unless it's really necessary :-) As a result of this laziness I wear flared jeans very rarely even if I own more pairs of this kind of trousers than of skinny jeans. 

But recently I just couldn't help myself, I had to wear again my huge jeans! So, lazy or not, I ironed them patiently and believe me, that wasn't easy! Over 40 cms of width of each side, that's a lot. It took me ages and I think that I won't even come close to my iron for a long time now, I had enough. But I think that this outfit was worth the effort! I decided to wear my jeans together with Olivier's shirt, cap and leather bracelet and I was ready to climb on the neverending Montmartre's stairs looking like a retro boy.

And you, are you lazy? What is the thing you hate doing the most?

Hugs!

Je pense qu'il n'y a rien de mal à être paresseux de temps en temps. Surtout quand il s'agit d'être paresseux sur des choses simples et pas celles qui peuvent avoir un impact sur notre vie. Personnellement, je déteste repasser ! Peut-être parce qu'il m'est déjà arrivé de me brûler avec un fer bien chaud ou de faire fondre mon tee shirt préféré par accident. Alors j'essaie de ne rien repasser si ce n'est pas vraiment nécessaire :-) En conséquence de cette paresse, je porte des jeans évasés que très rarement, même si j'en possède plus de paires de ce type que de slims.

Mais récemment, je ne pouvais pas m'en empêcher, j'avais trop envie de porter mes énormes pattes d'éléphant ! Donc, paresseuse ou pas, je les ai repassé patiemment et croyez moi, avec plus de 40 cm de largeur à chaque jambe, ce n'était pas facile ! J'ai eu assez de repassage pour bien longtemps je crois :-) Mais je pense que pour cet ensemble, ça en valait la peine ! J'ai décidé de porter ce jean avec une casquette, une chemise et un bracelet à Olivier et j'étais prête à monter sur les marches interminables de Montmartre en ressemblant à un petit garçon bien rétro :-)

Et vous, êtes-vous paresseux ? Pour quelle type de taches ?

Bisous !

Photos: Olivier Daaram Jollant, edited by Modenfer

Underground creepers & lobster brooch & jeans - gifts,  shirt & cap & leather bracelet - my Boyfriend's,  necklace & spiked bracelet - no name,  Polish Army bag - vintage & DIY,  *watch - DanielWellington


DIY Monday: Shopping-o flamingo

Znacie modenferową miłość do bawełnianych toreb. Moim skromnym zdaniem zdecydowanie wygrywają starcie z klasycznymi, papierowymi torbami na prezenty :-) Są tanie, łatwo dostępne (stacjonarnie lub, na przykład, na Allegro), ekologiczne i można ozdobić je na milion sposobów. Są również wielokrotnego użytku i zawsze się przydadzą: każdy przecież chodzi na zakupy! A jeśli obdarowana osoba nie będzie nosić w niej sprawunków, torba może posłużyć jako, na przykład, worek do przechowywania różnych różności w domowej szafie :-)

As you already know I love cotton bags! I find them far more interesting than regular paper gift bags. They're cheap, easy to find and you can decorate them in so many different ways! And of course the person you give them to can reuse them. That's cool, isn't it!

Comme vous le savez déjà, j'adore les sacs en coton ! Je les trouve beaucoup plus pratiques que les sacs en papier pour les cadeaux. Ils sont pas chers, faciles à trouver et vous pouvez les décorer de mille façons différentes ! Et bien sûr la personne à qui vous l'offrez peut porter et réutiliser le sac. C'est chouette, n'est-ce pas ? :-)

Tym razem postawiłam na prostszy i mniej rzucający się w oczy rysunek niż w przypadku sikorkowej torby. Zaczęłam od naszkicowania flaminga-zakupoholika na kartce papieru, aby przenieść wzór bez konieczności mazania ołówkiem po materiale. Następnie wsunęłam papier do wnętrza torby i uzbroiłam się w pisak do tkanin. Użyłam znanego już Wam z moich poprzednich projektów markera NM10 firmy Pentel.

Jak najłatwiej skopiować rysunek? To zależy od grubości materiału. Jeśli tworzycie wzór na cienkiej, bawełnianej koszulce, czarny szkic pisakiem na kartce powinien być dostatecznie widoczny. W przypadku grubszej bawełny możecie położyć całość na szklanym stoliku i podświetlić wszystko od spodu lampą, albo przyłożyć torbę do okna, oczywiście w ciągu dnia. Ja pomagam sobie light table, czyli rodzajem poziomego lightboxa. 

This time I wanted to create a much more simple design than on my previous bag. First, I did a quick sketch of a flamingo on paper. Then I placed the sheet inside of the bag and I traced the contours using a NM10 textile marker by Pentel.

How to transfer your design in a simple way? It depends on how thick the cotton is. If you're drawing on a sheer cotton tee, you might not even need any additional tools because your black sketch should be still visible. But if like me you've chosen a heavy cotton bag, you can place it on a glass table and light a lamp under it. Or put your bag against a window (during the daytime, of course) and trace your lines. Or, like me, use a light table if you have one.

Cette fois, je voulais créer un dessin beaucoup plus simple que sur mon sac précédent. Tout d'abord, j'ai fait le croquis d'un flamant rose sur une simple feuille de papier. Ensuite, j'ai placé la feuille à l'intérieur du sac et j'ai tracé les contours à l'aide d'un marqueur pour textiles NM10 de Pentel.

Comment recopier votre dessin d'une manière simple ? Cela dépend de l'épaisseur du coton. Si vous voulez dessiner sur un tee shirt en coton léger, il est possible que le simple fait de glisser votre dessin à l'intérieur du vêtement suffira. Mais si comme moi vous avez choisi comme votre support un sac en coton épais, vous pouvez le poser sur une table en verre et l'éclairer avec une lampe posée en dessous. Ou mettre votre sac contre une fenêtre (quand il fait jour, bien sûr) et de tracer vos lignes. Ou, comme moi, vous pouvez utiliser une table lumineuse si vous en possédez une.

Na koniec skorzystałam jeszcze z pomysłu Oliviera i narysowałam na flamingowej torbie... flaminga z torbą. Na zdjęciach linie mogą wyglądać na nieco rozlane, ponieważ widzicie je w dużym zbliżeniu, a gruba bawełna nie pozwala na uzyskanie perfekcyjnie ostrych linii, ale efekt końcowy mi się podoba :-)

W ten sposób możecie ozdobić torbę nie tylko rysunkiem, ale, jeszcze prościej,  napisem. W sklepach internetowych jest ich mnóstwo, często są jednak śmiesznie drogie. Wydrukujcie po prostu wybrane słowo lub cytat i w kilka minut cieszcie się nową eko torbą :-) Wyjdzie taniej, a satysfakcja z własnoręcznie wykonanego projektu jest bezcenna!

Ściskam poniedziałkowo :-)

At the very end I decided to follow Olivier's advice and I placed a little flamingo inside of the bag held by the big flamingo in its beak. I loved this idea! On the photos the lines may seem blurred, because you see huge close-ups and because the heavy cotton texture doesn't allow to trace perfectly clean lines. But I like the bag the way it is :-)

Using the same technique you can decorate you bag not only with a drawing but also with text. I'm sure you've already seen this kind of bags since they're very popular right now and at the same time usually far too expensive for what they are. Just choose a word or a quote and write it using a font of your choice. Then print your text and trace the lines on your bag using a marker for textiles. It's fun, easy and cheap!

Hugs!

J'ai décidé de suivre les conseils d'Olivier et j'ai dessiné un petit flamant rose à l'intérieur du sac tenu par le grand flamant dans son bec. J'ai adoré cette idée ! Sur les photos les lignes peuvent sembler floues, parce que vous les voyez en gros plans et parce que la texture bien épaisse du coton ne permet pas de tracer des lignes parfaitement propres. Mais j'aime ce rendu quand même :-)

En utilisant la même technique vous pouvez décorer un sac non seulement avec un dessin mais aussi avec un texte. Je suis sûre que vous avez déjà vu ce genre de sacs, car ils sont très populaires en ce moment et généralement beaucoup trop chers pour ce qu'ils sont. Tout ce que vous avez à faire est de choisir un mot ou une phrase et de l'écrire en utilisant une police de votre choix. Ensuite imprimez votre texte et tracez les lignes sur votre sac à l'aide d'un marqueur pour textiles. C'est amusant, facile et pas cher !

Bisous ! 


Ankieta 2014 - podsumowanie (PL text only)

Drodzy moi Modenferowcy! Trwająca do 31. marca ankieta dobiegła końca i spieszę do Was z jej podsumowaniem. Ale najpierw chciałabym Wam wszystkim gorąco podziękować za udział! Cieszę się z każdej odpowiedzi, bo dzięki nim blog będzie kontynuował swoją ewolucję :-) 

MERCI!

A teraz lecimy z podsumowaniem :-)

Tak jak podejrzewałam, nasza modenferowa rodzina składa się głównie z kobiet . Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale statystyki jasno obrazują maksymalne stężenie girl power :-) 

Większość z Was to nastolatki i osoby dwudziestokilkuletnie, ale nie tylko. Duży rozrzut wieku Czytelników bardzo mnie ucieszył :-)

Tak natomiast prezentuje się podział na Czytelników mieszkających w i poza Polską :-)

Zdecydowanej większości z Was odpowiada obecna częstotliwość notek, czyli 2-4 tygodniowo. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ lubię pisać do Was regularnie, a jednocześnie nie chcę zamęczać Was zbyt częstymi postami.

W kolejnym pytaniu chciałam poznać Wasz ulubiony typ postów. Można było wybrać kilka odpowiedzi - na grafice przedstawiłam ilość głosów, nie podział procentowy. O ile największa popularność notek związanych z modą zupełnie mnie nie zdziwiła - spodziewałam się tego, ponieważ są to jedne z najczęściej komentowanych przez Was postów - o tyle bardzo przyjemnie zaskoczyła mnie Wasza sympatia do wpisów o tematyce DIY. Posty urodowe były przez Was najrzadziej wybierane, co jest zupełnie zrozumiałe: Modenfer to nie blog kosmetyczny. Nie omieszkam jednak od czasu do czasu napisać kilku słów o ulubionych produktach, tak jak do tej pory :-)

Następnie spytałam Was o Wasze najmniej ulubione posty. Większości z Was odpowiadają wszystkie typy notek lub nie mieliście zdania na ten temat. Najmniej "znielubianymi" postami zostały wpisy DIY, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że warto poświęcić im więcej miejsca na blogu :-)

Z innych rodzajów postów najchętniej zobaczylibyście wpisy dotyczące Francji oraz notki kulturalne, chociaż wszystkie propozycje cieszyły się porównywalną popularnością. Cieszę się, że jesteście otwarci na różnorodne tematy!

Było mi również bardzo miło, kiedy okazało się, że wchodząc na bloga przeważająca większość z Was zarówno ogląda zdjęcia lub rysunki jak i czyta treść postów :-) Fakt, że bardzo często czytacie również komentarze motywuje mnie do tego aby, jak do tej pory, zawsze starać się na nie odpisywać.

Kolejne pytanie dotyczyło wielkości czcionki, którą pisane są notki. Na wykresie, tak jak na pozostałych słupkowych, uwzględniłam ilość odpowiedzi, nie stosunek procentowy. W pierwszych dniach trwania ankiety pojawiły się głosy o zbyt małej czcionce, w związku z czym postanowiłam ją zwiększyć. Kolejne odpowiedzi sygnalizowały już, że obecny jej rozmiar jest "w sam raz", czyli było to dobre wyjście :-) Opcje, że czcionka jest "zbyt mała", "zbyt jasna" lub "zbyt ciemna" nie były przez Was wybierane.

Następnie spytałam Was o to, skąd dowiadujecie się o nowych notkach. Było to pytanie z możliwością wielokrotnego wyboru. Facebook, pomimo nieustannego ograniczania zasięgu widoczności postów, wysunął się na prowadzenie. Miło zaskoczył mnie jednak fakt, że wchodzicie również regularnie na bloga, aby szukać nowości :-)

Większość z Was nie wiedziała o filmikach ukrytych pod podpisem "Modenfer" w każdej notce. Przypominam więc o nich :-) Ucieszyłam się za to bardzo, że nikt z Was nie zadeklarował nielubienia słodkich zwierzątek :D

W ostatnim pytaniu zamkniętym spytałam o to, jak trafiliście na mojego bloga. Tu zaskoczył mnie fakt, że moje gadulstwo i komentowanie u innych przyciągnęło sporą część z Was :-)

W części otwartej zostawiliście mi wiele cudownych komentarzy. Motywują mnie do działania! Okazało się również, że część z Was przybyła do mnie oglądając filmiki na Youtube. Wznowienie kręcenia filmików to jeden z moich głównych celów na nadchodzące tygodnie :-)

Ściskam Was mocno i gratuluję, jeśli dotrwaliście do końca :-) Słonecznego weekendu!

A pod tym podpisem kryją się pieski i kaczuszki.