James Bond 007: L’exposition

Cześć! Pamiętacie, jak w zeszłym tygodniu wspominałam Wam o pewnej wystawie? Dzisiaj zabieram Was ze sobą do paryskiej Grande Halle de la Villette na "James Bond 007: L'exposition"!

Nie wiem jak Wy, ale ja mam ogromny sentyment do filmów o Bondzie :-) A ponieważ Olivier jest bondomaniakiem, nie było mowy o przegapieniu tej wystawy! Muszę przyznać, że myślałam, że obejrzymy kilka gadżetów i kostiumów, ot, godzinka zwiedzania i do domu. Okazało się jednak, że wystawa jest przeogromna! I każdy może znaleźć na niej coś ciekawego :-)

Hello! Last week I told you that I saw a great exhibition and today I would like to take you with me to the Parisian Grande Halle de la Villette to visit the "James Bond 007: L'exposition"!

With Olivier, we both love James Bond films :-) This exhibition was a great way to admire all the different Bond gadgets and costumes, it was awesome! I thought that it will be a fairly small exhibition, but in fact it's just enormous, we've spent hours visiting it! And I'm sure that every Bond fan will love it :-)

Salut ! La semaine dernière, je vous ai dit qu'on a vu une superbe exposition et aujourd'hui, je voudrais vous emmener avec nous à la Grande Halle de la Villette pour visiter "James Bond 007: L'exposition" !

Avec Olivier, nous aimons les films de James Bond :-) Cette exposition a été une très bonne occasion pour admirer les différents gadgets de Bond et les costumes, c'était génial ! Je pensais que ce serait juste une petite expo, mais en fait elle est énorme, nous avons passé des heures à la visiter ! Et je suis sûre que tous les fans de Bond vont l'adorer :-)

Fashion Wednesday: Kiss kiss

Hej! Dzisiaj mam dla Was zdjęcia, które może nie są najświeższe, ale uwieczniony na nich zestaw idealnie nadałby się na obecną pogodę. Fotki były zrobione na szybko przed wystawą, o której niedługo Wam napiszę. Ale teraz siedzę cicho, bo mam alergię na spojlery!

Nie ma co gadać o samym zestawie. Wygląda jak zbiór przypadkowo wymieszanych ciuchów i nic w tym dziwnego, bo tak właśnie było ;-) Natomiast mam zamiar rozgadać się o buziakowej torbie. Kupiłam ją w zeszłym roku i jakoś nigdy wcześniej nie załapała się na zdjęcia…


NADRUKOWANE BUZIAKI, UKRYTY ZABÓJCA


Zacznijmy od tego, że buziakowa torba nie jest zwykłą torbą, tylko moim samolotowym bagażem podręcznym. Kupiłam ją dlatego, że jest przeogromna (choć na zdjęciach tego za bardzo nie widać) i można wpakować do niej tyle samo, co do podręcznej walizki, z tym wyjątkiem, że jest miękka, więc można ją bez problemu upchnąć w tych paskudnych, lotniskowych, metalowych ramkach do sprawdzania wymiarów. I udawać, że żaden limit nie został przekroczony :-) 

Poza czasem wyjazdowo-lotniskowym towarzyszy mi tylko podczas pikników i im podobnych wydarzeń. Na przykład w dniu, w którym robiliśmy fotki, które widzicie w dzisiejszym wpisie, miałam w niej (oprócz tradycyjnego portfela, telefonu, kluczy, żelu antybakteryjnego do rąk i gazu pieprzowego): piknikowe żarełko dla dwóch osób, parasolkę, dodatkowy sweter (w razie W) i sporą butelkę wody mineralnej. I musiałam wszystko wygrzebywać z dna, tyle jeszcze zostało wolnego miejsca.

Dlaczego jednak nie noszę jej częściej? Dlatego, że za słodkimi buziakami kryje się perfidny morderca, który czai się na moje życie! Zaczęło się bardzo niewinnie. Spadłam ze schodów. Raz, a potem drugi. I trzeci. A potem przestałam liczyć upadki ;-) Wiecie, że jestem łajzą, która potrafi przewrócić się na prostej drodze, ale bez przesady!  I przy kolejnym stłuczeniu pupencji zorientowałam się, że winna wszystkiemu jest - tak, tak! - moja torba. Nawet jeśli jest prawie pusta, wystarczy, że przekręci się do przodu i… nie widzę stóp. I schodów. I lecęęę…

Morał z tej historii jest taki, że jeśli wydaje się Wam, że nie istnieje coś takiego jak "za duża torba" to oznacza, że jeszcze na taką nie trafiliście :-) W ogóle, powiedzcie, jakie torby najczęściej nosicie? Małe, średnie, ogromniaste? Bo ja chyba tylko bardzo małe, albo bardzo duże, szaleję ze skrajnościami :-) Buziaki i uściski!

Hi! Today I have for you some photos of an outfit that I wore… well, some time ago. But it would be perfect for today's weather as well! We took those photos just before one great exhibition, that I will make a post about very soon. For now, I will remain silent, since I hate spoilers!

So, I can't say a lot about the outfit itself. It looks like a random set composed of clothes that I mixed just before leaving home that day, and that's exactly true ;-) But I want to tell you more about this kissable bag! I bought it last year and somehow never had a chance to show it on my blog…


A KILLER HIDDEN BEHIND PRINTED KISSES


To begin with, this bag is not just a bag, it's my plane carry-on baggage. I bought it because it's really huge (although it looks smaller on photos), and I can pack as many things inside as in my regular suitcase. The difference is that it's soft enough to be pushed into those nasty airport metal "frames" that they use to check if your carry-on baggage has right dimensions. And I can pretend that it does have them :-)

Beyond the travel time, I use it for picnics and similar events. For example, the day when we took photos from today's post, I had put inside (apart from the wallet, phone, keys, antibacterial gel for washing my hands and a pepper spray): picnic food for two people, an umbrella, an extra sweater (just in case of) and a large bottle of mineral water. And I still had like 80% of my bag that remained empty.

So why I don't use it more often? Simple because it tries to kill me! Yep! It started in a very innocent way. I fell down the stairs. Once, then two times. And then for the third time. After, I stopped counting ;-) You know, I'm the kind of person who is able to fall overtime, everywhere, but this was just insane! Every time I tried to go down the stairs, I kept falling down. And I finally realized that it was all because of my cute, kiss-printed bag. Even when it's almost empty, I can't see my feet when I wear it. And I can't see stairs as well…

The moral of this story is that if you think, that there's no such thing as "a bag that is too big", that only means that you haven't found one yet ;-) Tell me, what size of bags do you prefer, in general? Small, medium or large ones? Personally I like the small ones and the huge ones, yep, that's just how I am haha :-) Kisses and hugs!

Salut ! Aujourd'hui, j'ai pour vous quelques photos d'une tenue que je portais… eh bien, il y'a quelques temps déjà. Mais elle serait parfaite pour le temps qu'on a aujourd'hui ! Nous avons pris ces photos juste avant d'aller à une chouette exposition, qui sera le sujet d'un autre article prochainement. Pour l'instant, je garde le silence, car je déteste les spoilers !

Je ne peux pas dire beaucoup de choses sur cette tenue. Elle ressemble à une tenue aléatoire, composée de vêtements que j'ai mélangé juste avant de quitter la maison ce jour-là, et c'est en fait la vérité ;-) Mais je veux vous en dire plus sur ce sac trop mimi ! Je l'ai acheté l'année dernière et je ne sais pas pourquoi je n'ai jamais eu l'occasion de le montrer sur mon blog…


UN TUEUR CACHÉ DERRIÈRE LES BISOUS 


Pour commencer, ce sac n'est pas seulement un sac, mais c'est mon bagage à main pour les voyages en avion. Je l'ai acheté parce qu'il est vraiment énorme (même s'il semble plus petit sur les photos), et je peux y mettre autant de choses que dans ma valise. La différence est qu'il est suffisamment souple pour être mis dans ces affreux cadres métalliques dans les aéroports, vous savez, ceux pour vérifier si votre bagage à main a de bonnes dimensions. Et je peux prétendre qu'il les a :-)

Au-delà des voyages, je l'utilise pour des pique-niques et d'autres événements similaires. Par exemple, le jour où nous avons pris ces photos, j'avais mis à l'intérieur (sans compter mon portefeuille, portable, clés, gel antibactérien pour les mains et un gaz au poivre): la bouffe pour un pique-nique pour deux personnes, un parapluie, un pull supplémentaire (au cas où) et une grande bouteille d'eau minérale. Et il me restait encore 80% de place.

Alors pourquoi je ne l'utilise pas plus souvent ? Simplement parce qu'il essaie de me tuer ! Oui ! Cela a commencé d'une manière très innocente. Je suis tombée dans les escaliers. Une fois, puis deux. Et trois. Après, j'ai arrêté de compter mes chutes ;-) Vous savez bien que je suis capable de tomber partout et tout le temps, mais cette fois-ci, c'était un truc de ouf ! Chaque fois que je voulais descendre les escaliers, je tombais. Et finalement, je me suis rendue compte que tout était causé par mon sac ! Même quand il est presque vide, je ne peux pas voir mes pieds ni les marches quand je le porte. Il est tout simplement trop énorme.

La morale de cette histoire est que si vous pensez qu'il n'existe pas "un sac trop grand", cela signifie que vous ne l'avez pas encore trouvé ;-) Dites-moi, quelle taille de sacs préférez-vous ? Les petits, les moyens ou les grands ? Perso, j'aime les tout petits sacs ou ceux qui sont bien grands, rien entre les deux haha :-) Bises !

Cousu Main: les livres

Cześć! Przychodzę dzisiaj do Was z krótką recenzją dwóch książek o szyciu, które jakiś czas temu wzbogaciły moją kolekcję :-)

To książki wydane po pierwszej edycji konkursu Cousu Main, programu, o którym już Wam opowiadałam. Co prawda obie są po francusku, ale pomyślałam, że warto o nich napisać.

Hello! Today I would like to share with you a short review of two sewing books that I bought some time ago :-)

These books were published after the first season of Cousu Main, a TV show that I wrote an article about a little while ago. They’re both in French, but I thought that an article about them could be interesting.

Salut ! Aujourd'hui, je voudrais partager avec vous un petit review de deux livres de couture que j'ai acheté il y a quelques temps :-)

Ces livres ont été publiés après la première saison de l'émission Cousu Main. Vu que je suis fan de cette émission, j'étais vraiment curieuse de mettre mes mains sur ces ouvrages.

Baby Modenfer!

Cześć dzieciaki! Dzisiaj nie ma smutków, nie ma zmartwień, jest tylko świętowanie i bezczelne objadanie się słodyczami :-)

Z okazji Dnia Dziecka wyszperałam dla Was archiwalną fotkę z małą Modenferką! Uwielbiam to zdjęcie. Jest dowodem na to, że pozowanie mam we krwi! (oraz na to, że od małego plączą mi się nóżki na zdjęciach)

Przy okazji przygotowałam dla Was małą analizę modenferowego baby-style :-)
Hey kids! Today it’s time to celebrate and to smile. And to eat candy!

Since it’s Children’s Day in Poland, I found for you a photo of little Modenfer! I really love it. It’s a proof that I’ve always been a model (and that I’ve always had a problem with finding the right position for my legs!).

I also prepared for you a little analysis of Modenfer’s baby style! :-)
Salut les enfants ! Aujourd’hui, c’est le jour parfait pour sourire et pour manger des bonbons ! 

On fête la Journée des Enfants en Pologne, alors j’ai trouvé pour vous une photo de moi quand j’étais petite. Je l’adore ! Elle montre que j’ai toujours aimé poser pour les photos (et que j’ai toujours eu un problème pour trouver une bonne position pour mes jambes !).

J’ai également préparé pour vous une petite analyse du style de bébé Modenfer ! :-)